piątek, 20 listopada 2015

Alex & Max


(Na zdjęciu Max - jakieś 3 tygodnie przed operacją serca, był mniejszy niż moją balerynka roz.36)

Dzisiejszy post miał być o herbacie... ale kogo obchodzi herbata jak mam wam pokazać moje dwa "oszołomy". A więc niniejszym chce wam przedstawić Alexa Akitę Inu oraz Maxa Bordera Collie.
I ich historię opowiadającą iż pies to nie zabawka i godząc się na psa trzeba za niego ponieść odpowiedzialność.

Max jest jedyny w swoim rodzaju ma dzięki temu też ksywkę MaxMillion bo jest chyba jedynym takim Borderem na milion :)
Ale wracając do historii to zacznę ją od początku... Mieszkaliśmy wtedy jeszcze u moich rodziców. W moim domu rodzinnym mieliśmy już pieska Jack Russela o imieniu Jack :D
Już wtedy wiedziałam że za niedługo się przeprowadzamy z narzeczonym i kupno własnego psa jest nieuniknione w naszym przypadku. (bo nie wyobrażam sobie domu bez psa) tak więc postanowiliśmy troszeczkę się pośpieszyć tak aby Jack miał kompana do zabaw a nasz piesek dorastał w "pełnej chacie" oraz przy drugim psie. I tak po długich poszukiwaniach na internecie pojechaliśmy po Maxa. Nie ukrywam że moja mama nie była zachwycona pomysłem kupna psa jeszcze w jej domu, ale w momencie kiedy weszłam do domu z tą czarną kulką ważącą 2,200 kg zawinięta w kocyk... no cóż był taki uroczy że jej się odmieniło.   No ale niestety nie wszystko wyglądało tak uroczo jak powinno po 3 tygodniach zdiagnozowano u Maxa genetyczną wadę serca. Oczywiście hodowla została zgłoszona przez weta, ponieważ oznacza to że albo matka albo ojciec Maxa musieli mieć tą wadę i nie wolno było ich rozmnażać. A więc po usłyszeniu bad news, zapakowaliśmy Maxa do auta i pojechaliśmy całkiem nad morze 200 km od domu do weta kardiologa! I tak kto by pomyślał że psy też mają swoich wyspecjalizowanych lekarzy! Na miejscu okazało się że ma PDA ale jest to oczywiście wyleczalna choroba. Mieliśmy dwie opcje uspać Maxa albo zrobić operację. Operacja była bardzo kosztowna zważywszy na to iż psy nie mają ubezpieczenia. Ale podzieliliśmy koszta na 3, ja, narzeczony i moi rodzice. I tego samego tygodnia został operowany. I tutaj jest druga ciekawa historia.... Pamiętam to jak dziś w czwartek popołudniu miał być operowany ale musieliśmy go już w środę zawieść żeby go mogli przygotować i zrobić ostatnie badania. Zapytałam więc lekarkę kiedy możemy go odebrać bo odwiedzić za bardzo się nie dało bo za daleko mieszkaliśmy i do tego praca dochodziła. Powiedziała nam że najwcześniej w poniedziałek wieczorem jeśli nie będzie komplikacji i wszystko pójdzie sprawnie. Trochę mnie to zmartwiło że nie mogę go odebrać przed weekendem. Ale cóż zapytałam drugi raz ale nic z tego i tak nie wyszło oprócz nagannej twarzy lekarki i wytłumaczenia mi że będą otwierać mu żebra aby dostać się do serca i że na pewno nie wydobrzeje do weekendu. To wyobraźcie sobie moje zdumienie kiedy w piątek wieczór 24 h po operacji zadzwoniła do mnie sekretarka pani weterynarz z prośbą o odebranie Maxa. Okazało się że dla Maxa operacja na otwartym sercu to pikuś i że kroplówkę już piątą zdążył sobie wyciągnąć i pogryść dodając do tego niezwykłe ujadanie, piszczenie i szczekanie bo musiał być zamknięty w boxie, na dodatek w tym samym czasie mieli kilka kotów które dochodziły do siebie po innych operacjach oraz papugę która cierpiała na depresję. No cóż mam nadzieję że papuga doszła w końcu do siebie :D bo Max dał jej nie lada koncert do przesłuchania.
Kiedy w końcu weszliśmy do biura sekretarki ta tylko krzyknęła do asystenta za szklanymi drzwiami  "przyszli"  i nagle z drugiej strony otworzyły się podwójne ruchome drzwi i wybiegł z nich Max. I mimo iż mieliśmy go wtedy dopiero kilka tygodni to on już nie wyobrażał sobie życia bez nas.
A my wiedzieliśmy że dobrze postąpiliśmy operując psa.
Później mieliśmy jeszcze kilka wizyt u pani kardiolog po operacji i z ciekawości zapytałam czy zgłosili się jeszcze inni ludzie z Borderami Collie z tą wadą (ponieważ klinika gdzie my normalnie zaszczepiamy psy nie oferuje takich operacji a Pani z nad morza jest chyba jedyną tak wyspecjalizowaną osobą w Belgii) zdziwiło mnie to iż niestety z chyba 8 piesków tylko Max miał drugą szansę. 


A tutaj król Max z zdjęcia z teraz :






Wróćmy teraz do historii naszego drugiego pupila Alexa lat 2.
Alexa kupiliśmy przypadkowo, tak przypadkowo. Teraz pewnie dużo z was zastanawia się jak można kupić psa z przypadku. A no można i zaraz dowiecie się jak :)
Kupiliśmy dom i wizja mieszkania samemu tylko z narzeczonym mnie trochę przerażała. Wiadomo im więcej osób tym bezpieczniej. Nie żebym mieszkała w złej dzielnicy ale jak to się mówi strzeżonego Pan Bóg strzeże. Tak więc postanowiliśmy kupić drugiego psa, jakiegoś większego od naszego Maxa. Od zawsze podobały mi się Saarlosy ( owczarek niemiecki skrzyżowany chyba w 1/4 z wilkiem) Więc kiedy doszła mnie wiadomość że są szczeniaki do kupienia ( a jest to rasa niezwykle trudna do rozmnażania) postanowiliśmy od razu pojechać i zobaczyć je. Na miejscu w sklepie okazało się iż pieski mają już około 5 miesięcy są większe niż nasz Max, bardzo dominujące i nie wychowane. Po 2 min w "boxie" z nimi miałam całe ręce podrapane aż do krwi tak wyrażały swoje zadowolenie. I kiedy nasze oczekiwania co do Saarlosa spoczeły na laurach, zobaczyliśmy kilka boxów obok małą włochatą rudą kulkę z uszami jak Pikatchu z Pokemonów. Zapytałam oczywiście co to za rasa bo nie byłam pewna i okazało się że jest to Akita Inu. Pani ze sklepu oczywiście poinformowała nas że to bardzo uparta i trudna rasa w wychowaniu ale przecież Saarlos również nie miał być łatwą rasą. Alex był przeuroczy (niestety nie mam jego zdjęć jak był mały) i zastanawialiśmy się dłuższą chwilę oglądając między czasie również i inne pieski. Kiedy jednak podeszła jakaś para do boxa Alexa i inna sprzedawczyni wyciągła Alexa i im go podała. Poczułam się trochę nieswojo, jakieś takie dziwne uczucie mnie ogarnęło.  Kiedy jednak dziewczyna zainteresowana kupnem Alexa przekręciła go na plecy i trzymała go jak dziecko a on się wiercił, sapał i popiskiwał z niezadowolenia a sprzedawczyni się temu biernie przyglądała... nie dałam za wygraną, podeszłam i zabrałam po prostu to co moje! Nikt nie będzie trzymał mojego psa jak zabawkę! Pies jest psem nie będzie mi tu babsztyl go trzymał jak chciał, może jeszcze ubranka mu kupi i będzie nosić w torebce (do niektórych ludzi nie dociera chyba że jak on urośnie będzie ważyć + 45 kg) Tak więc wyszłam ze sklepu z Alexem i była to bardzo! bardzo! dobra decyzja! Bo Alex nie tylko jest dobrym kompanem ale jest też czujny i dobrze broni swojego domu i ogrodu :)








W ostatnim poście wszyscy podziwiali moje pieski to w tym mogliście poznać ich historię.

49 komentarzy:

  1. Jestem tak wzruszona, że nie wiem co powiedzieć...Maxiu taki dzielny chłopak, rajciu... nawet nie wiesz jak mnie to chwyta za serce. Widać w jego oczach szczęście i miłość. Obie psiuny piękne, uwielbiam ziwerzęta !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje Ci bardzo za miłe słowa. Ja również uwielbiam zwierzęta. A teraz nie wyobrażałabym sobie już domu bez Maxa. Szkoda tylko że inni co kupuli rodzeństwo Maxa nie mieli takiego samego podejścia co ja :(
      Pozdrawiamy

      Usuń
  2. Przepiękne sa! Cudowne, wspaniałe. Widać, ze je bardzo kochasz.
    Ale ja mam misje i muszę to napisać - nie wyobrażam sobie kupienia psa. Jest tak dużo smutnych, wzruszających historii biedaków, które nigdy nie znalazły domu i umarły w schronisku, że nawet trudno sobie wyobrazić ten ból... Wczoraj udało mi się wyadoptować suczkę - 3 lata, połamana szczęka, przecięty język, bita, kopana, przeganiana ze szczeniakami. 3 lata tułała się po polach, lasach, wsiach, aż ktoś ją nam zgłosił. Przez kilka m-cy nikt, ale to ani jedna osoba nawet nie zapytała o nią. Ale wczoraj ktoś się znalazł, ktoś, dla kogo nie była brzydka, tylko ten ktoś czuł, że musi jej pomóc...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To są historię które za każdym razem chwytają mnie za serce. I musiałabym skłamać gdybym napisała że nie braliśmy psa ze schroniska pod uwagę. Ale w Belgii jest to całkiem inaczej niż w Polsce, tutaj nie ma bezpańskich psów, w schroniskach są tylko psy agresywne takie które zazwyczaj są odbierane właścicielowi ale się ich nie usypia a te inne są rasowe albo mieszanką rasowych i jest również dużo chętnych. Myślę że w dużej mierze ma to się za sprawą przymusowego chipowania każdego twojego psa również w tedy kiedy twoja suka urodzi szczeniaki są one pod twoją odpowiedzialnością i również chipowane. Jeżeli wyrzucisz je za drzwi albo je w jakimś stopniu zranisz stajesz przed sądem i nie jest to mała grzywna tak jak w Polsce, stąd pewnie tak mało niechcianych psów jest w Belgii.
      Do tego nasz Max jest bardzo zazdrosnym psem i niezbyt przyjaźnie nastawionym do innych dorosłych psów, dlatego też chcieliśmy szczeniaka żeby hierarchia w domu nie została zachwiana.
      A co do ras psów to są psy ładne i ładniejsze, są też te mniej lub bardziej urocze, ale wszystkie tak samo mocno przywiązują się do właściciela, czują i kochają... i tak samo powinniśmy je traktować.
      Mnie pociesza też fakt że gdybym nie trafiła na Maxa to niestety nie przeżył by tego i został by uspany.
      Pozdrawiam i cieszę się z takich ludzi jak ty! Oby więcej takich co kochają i darzą szacunkiem zwierzęta!

      Usuń
    2. Dziękuję Ci za te słowa
      Cieszy, że zagranica inaczej to wyglada. Może to nadzieja na t, że i w Polsce się tak kiedyś będzie działo? Ale to kwestia kilku pokoleń chyba, żeby durna, ludzka mentalność się zmieniła. Tu nie ma odpowiedzialnośći za szczeniaki, za kociaki... Ja działam w Stowarzyszeniu, an co dzień widzimy tyle zła, tyle okrucienstwa, że czasem ma sie ochote walić głową w ścianę (i to głową tych głupich ludzi). Czesto sa takie sytuacje, że ludzie, gdy suka lub kota urodzi młode, dzwonią do nas i szantazuja, że jesli my nie zabierzemy maluchów, to oni je na ulice wyrzuca. A gdy mowimy, że trzeba sterylizowac, to zbywają nas tym, że nie stac ich. Ale na flaszkę, czy na nowe ciuchy już tak....
      Oj, długa droga przed Polska...
      Pozdrawiam, pogłaszcz ode mnie swoje wspaniałe psiaki!

      Usuń
  3. Dobrze,że trafił do Ciebie, naprawdę wielka miłość do psów, cudowne są:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Obydwa pieski są przeurocze :) Kiedyś chciałam Akitę ale jak przeczytałam jakie ma "wymagania" to wymiękłam ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ojeju aż się łezka w oku zakręciła jak czytałam historię Maxa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak historia Maxa jest wzruszająca ale całe szczęście dobrze się wszystko skończyło.
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. Aah too cute, especially the one with the sunglasses. X

    OdpowiedzUsuń
  7. Napatrzec sie nie moge. Maja taka madre mordki)
    Border Colie-to pies moich marzen, choc nie wiem, czy wypada tak pisac.

    OdpowiedzUsuń
  8. To pierwsze zdjęcie mnie rozwaliło i to zdanie o ośmiu pieskach. Jakoś tak naturalnie nam przychodzi walczyć o ludzkie życie, a pieskie życie przecież nie jest gorsze. Piękne pieski i wzruszające historie :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale są słodkie i śliczne:)
    pięknego weekendu

    OdpowiedzUsuń
  10. Dobrze, że walczyliście o Maxa! To zdjęcie na którym napisałaś o makaronie do rosołu - rewelacja, uśmiałam się :)
    a Alex... a wyglądu niesamowity! I jaki ma piękny ogon <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ohh tak cały Max... z jego zdjęciami można zrobić cały komiks... czasami jest przezabawny :)

      Usuń
  11. Oba pieski śliczne! Też kocham psy :) Walka o życie pieska - bezcenne - one na to zasługują!!! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Piękne te Twoje urwisy! Brawo za postawę. Sama jestem lekarzem weterynarii i przeraża mnie ogrom właścicieli, którzy chcą usypiać zwierzęta zamiast leczyć (i niestety często nie są to ciężkie choroby wymagające drogich operacji, dla ludzi problemem jest po prostu leczenie, wizyty w lecznicy itp.).
    Ja też mam 2 zwierzaki, tyle że kotki...znalezione na ulicy ok 1-2 dni po urodzeniu, wycieńczone, bez matki. Oczywiście przywieziono mi je na eutanazję...ale ja dałam im szansę, dokarmiałam specjalnym mlekiem co 2-3 godziny, masowałam brzuszki, tuliłam. Udało się je uratować, a ja zostałam kocią mamą ;)
    P.S. Macie sklepy z psami? :O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje za miłe słowa :) Akurat operacja Maxa pochłonęła moje dwie miesięczne wypłaty.. nie wspominając już o paliwie i czasie bo w jedną stronę było jakieś 200 km a wizyt chyba wszystkich razem 4. Dwie przed operacja, operacja i wizyta po ale opłacało się i na szczęście miałam wsparcie finansowe.
      Mieliśmy jeden zoologiczny tam gdzie kupiłam Alexa, mieli pieski ale między czasie został zamknięty, teraz są już tylko hodowle albo ludzie prywatni. Jedynym plusem jest to że tutaj w Belgii nie ma bezpańskich psów a schroniska nie są przepełniony. W skrócie muszę powiedzieć że Belgowie z natury dbają o zwierzęta lepiej niż o swoje dzieci. Dodam też że kastracja kotów jest tu na porządku dziennym, oczywiście gdzieś tam się przeczyta że komuś się nie chcący urodziło ale zawsze kotki się sprzedaje/oddaje i nigdy nie ma z tym problemu. Mam nadzieję że Polska kiedyś również wejdzie w 21 wiek co do odpowiedzialności za zwierzęta i ich młode.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Zapomniałam jeszcze dodać że podziwiam takie osoby jak ty! Że się nie poddają, bo w końcu twoja praca jest trudna zwłaszcza jeśli chodzi o usypianie. Także również brawa dla ciebie.
      Jakieś 5 lat temu jak byłam w Polsce ktoś pod naszą bramą na środku ulicy zostawił worek z kociakami, prawdopodobnie po prostu stanął samochodem, rzucił worek pod koła i ruszył.
      Widok pamiętam do dziś :(

      Usuń
  13. Piękne i szczęśliwe psy, to widać...
    dom bez zwierząt, to nie dom... tylko puste ściany... właśnie tego doświadczam... 27 dni temu uśpiłam mojego kochanego psa... był bardzo chory, nie było ratunku... :(

    doceniaj z nimi każdy dzień, bo strasznie szybko ucieka wspólny czas...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojeju jak mi przykro...:( Aż żal myśleć co teraz przeżywasz. Ja nie wyobrażam sobie nawet jak mój dom byłby smutny gdyby jeden z nich go opuścił.
      Trzymaj się, pozdrawiam cieplutko.

      Usuń
  14. jeju jakie kochane! Ja o swojego psiaka walczyłam ile się dało - wydałam wszystkie oszczędności, niestety na nic :( Mimo to nie żałuję, bo chociaz był te dwa miesiące z nami dłużej, a to dla mnie wiele.
    Sandicious

    OdpowiedzUsuń
  15. Piękne psy !!! Cudowne!!! Ja straciłam równy rok temu mojego ukochanego przyjaciela Elmo. Był piękny, calutki biały jak Aniołek. Ciężko chorował od szczeniaka, tysiące wykładaliśmy by go ratowali. Udało mi się przeżyć tylko 5 lat. Nigdy o nim nie zapomnę , był miłością mojego życia...

    pozdrawiam serdecznie! Cieszę się, że jest dużo takich osób, które kochają zwierzaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak mi przykro z powodu Elmo :( Niestety psy również odchodzą i chorują. Ale zawsze zostają w naszej pamięci i sercu. Ja nie wyobrażam sobie nawet co przeżywałaś w chwili rozstania z pupilem. Oby moje dwa pieski zostały ze mną jak najdłużej.
      Pozdrawiam cieplutko.

      Usuń
  16. Cudna historia Szczęściarze z Was :-) i wielkie szczęście psiaków że trafiły do takich kochających ludzi
    Pozdrawiam
    Roxi też sie dołącza ze swoim Hau hau :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekujemy, Alex & Max ślą również hau hau :)

      Usuń
  17. Śliczne są :)) a Ty Jestes super osobą :))

    OdpowiedzUsuń
  18. Twój MAX to wypisz- wymaluj pierwowzór głównego bohatera, jednej z naszych ulubionych książek dla dzieci ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  19. Pieski cudne, sama chętnie bym przygarnęła całą watahę. Póki co mam jednego, starego, bezzębnego yorka uratowanego przed schroniskiem (i pewnie uśpieniem, bo po co komu stary pies, w dodatku chory).
    Ale cóż za oryginalną podłogę zauważyłam na jednym z końcowych zdjęć? To deski z napisami?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super że również mogłaś uratować jakiegoś pieska! I obojętnie czy był młody czy stary!
      Co do podłogi to są to panele z napisami. Napisy przedstawiają stemple jakimi oznakowało się stare beczki do wina i ogólnie nazwy win. Kupiłam je w jednej z sieciówek sklepów. O panelach zrobię w któryś dzień post :) Napiszę ci na twoim blogu jak się pojawi.
      Pozdrawiam

      Usuń
  20. Piękne psinki, wielkie szczęście, że trafiły na ludzi z sercem <3 aż łezka się w oku kręci, gdy czytałam historię Maxa, na szczęście wszystko dobrze się skończyło i piesek jest zdrowy i szczęśliwy w kochającym domu :)
    Ja wiosną pożegnałam swojego kochanego kudłatego przyjaciela, pokonał go kleszcz. Leczenie nie pomogło... minęło już sporo czasu, a nam nadal bardzo go brak i cały czas jest obecny w naszych myślach...

    OdpowiedzUsuń
  21. Piękne psinki, wielkie szczęście, że trafiły na ludzi z sercem <3 aż łezka się w oku kręci, gdy czytałam historię Maxa, na szczęście wszystko dobrze się skończyło i piesek jest zdrowy i szczęśliwy w kochającym domu :)
    Ja wiosną pożegnałam swojego kochanego kudłatego przyjaciela, pokonał go kleszcz. Leczenie nie pomogło... minęło już sporo czasu, a nam nadal bardzo go brak i cały czas jest obecny w naszych myślach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet sobie nie wyobrażam jaki żal i pustkę zastaliście po pożegnaniu ukochanego pieska. Ja teraz nawet nie chce myśleć jak bym się czuła wiedząc że jeden z moim psów odszedł. Twój pies również miał szczęście trafiając do ciebie, bo jest wiele ludzi co nie daje nawet najmniejszej szansy i od razu pies idzie do uśpienia gdy dopadnie go poważniejsza choroba.
      Oby więcej takich ludzi jak my! Pozdrawiam

      Usuń
  22. Ojej jakie historie! A psy cudne, my oba kotki adoptowaliśmy, bo były porzucone, niesamowite uczucie móc komuś uratować życie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda uczucie jest niesamowite i sprawia tyle radości...Brawo za przygarnięcie sierot, u ciebie na pewno mają teraz kochający dom. Oby więcej takich ludzi!
      Pozdrawiam cieplutko.

      Usuń
  23. Cudne zwierzaki, osobiście mam 4 koty i pasa :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  24. Jesteście bardzo dobrymi ludźmi- tyle w skrócie mogę napisać. Nie każdy pojąłby się leczenia psa, wiadomo koszty, niektórzy nie rozumieją więzi z czworonogami. Ja w domu miałam przez 13 lat owczarka i przeżyliśmy jej dwie operacje, raka i leczenia bardzo poważne. Ale Ksarunia była naszym członkiem rodziny i to było dla nas normalne, ratowanie jej życia. Na początku tego roku odeszła ze starości.
    Co do rasy Akity- to jest mi bardzo dobrze znana. Mojej koleżanki Tato ma hodowlę Akit, a sam ma 4 pieski:) Śliczne one są, chociaż moim zdaniem troszkę nieposłuszne:)
    Piękne są Wasze pieski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak mi przykro że odeszła. Cieszę się i brawa za to że nie postawiłaś na przegraną tak jak zrobiło by większość osób i walczyliście dalej o życie i zdrowie suczki. Dla mnie życie mojego psa również jest cenne i jako właściciel powinnam mu zapewnić najlepszą opiekę na jaką mnie stać ale niestety dużo osób traktuje psy przedmiotowo i idą do uśpienia często z błahych powodów.
      Co do Akit to Alex słucha ale jest dosyć uparty i wie że np nie może czegoś robić ale i tak to robi jak np wyciąganie z mojej torebki czekoladek lub drugiego śniadania :D Nawet zamek potrafi sobie otworzyć. Ale oprócz tego jest naprawdę kochany i słucha się dobrze.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  25. Piękne pieski. Mam trzy i tez przepadam za nimi, mimo, że połowę lasu mi zniszczyły:-)

    OdpowiedzUsuń
  26. Jakie słodkie pieski :) A ja uczulona na sierść jestem i nie mogę mieć żadnych futrzaków chociaż kocham je :)

    OdpowiedzUsuń